1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Nowa ziemia, nowi ludzie, nowy język, nowy świat i nowa wspólnota…

Cóż mogę powiedzieć: już w ciągu kilku dni pobytu w Krainie Tysiąca Wzgórz jestem zachwycona przede wszystkim krajobrazem. Urzekły mnie wzgórza pełne roślinności dzikiej oraz tej uprawianej przez Afrykańczyków, plantacje herbaty, rzeki, wodospady oraz zwierzęta, które wręcz przywitały mnie osobiście, gdy pewnego dnia wracałyśmy razem z siostrą Stanisławą Oszywą z Cyangugu. Gdy tak pokonywałyśmy liczne zakręty w Parku Nyungwe, ku naszej radości wyszły nam na spotkanie małpy różnej wielkości: duże, małe oraz mamy, które miały małe małpki uczepione na swoich brzuszkach. Wiele kilometrów dalej zauważyłyśmy inny rodzaj populacji małp, które wyglądały jak te z filmu „Tarzan”.        

Już w pierwszy dzień pobytu mile zaskoczyła mnie natura. W Kigali, zaraz po wylądowaniu przywitała nas nie tylko s. Stanisława Oszywa z pięknym bukietem róż, ale również deszcz, co na tą porę roku stanowi ewenement. Siostra Stasia z uśmiechem na ustach stwierdziła, że to zapewne symbol podlania rośliny, czyli mnie, jako nowej misjonarki Afryki. Tak, więc podlana i zaakceptowana przez naturę mogę służyć tu na ziemi Afrykańskiej.

Moje pierwsze kroki służby będą w Karama gdzie znajduje się wiele naszych dzieł misyjnych: ośrodek zdrowia, przedszkole oraz domy formacyjne: postulat i nowicjat. To tu, po konsultacji z s. Stasią, będę wdrażać się do pracy misyjnej, przede wszystkim z małymi dziećmi, które już po części skradły moje serce. Po kilku moich miłych wizytach w maternelle, czyli przedszkolu, dzieci witają mnie z krzykiem na ustach „Umuzungu”, czyli biała. Każde dziecko chce mnie dotknąć, potrzymać za rękę czy spódnicę.

Kolejnym, miłym dla mnie akcentem spotkania z dziećmi była moja pierwsza niedzielna Msza święta w języku ikinyarwanda, która notabene trwała trzy godziny, ponieważ był chrzest 50 dzieci oraz bierzmowanie. Podczas Mszy świętej dzieci podchodziły do mnie, a nawet jedna dziewczynka zaczęła mnie trzymać za spódnicę. Analizując sny, które miałam kiedyś, na początku mojej drogi powołania misyjnego  i mój pierwszy kontakt z dziećmi, widzę w tym również błogosławieństwo od Dobrego Boga na moje tu i dziś na ziemi Afrykańskiej, choć: nowa ziemia, nowi ludzie, nowy język, nowy świat i nowa wspólnota.

                                                                                  Monika Kargol

Go to Top