1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Święci są wśród nas...

Nasza misja w Demokratycznej Republice Konga liczy pięć sióstr: trzy misjonarki z Polski, jedna juniorystka rwandyjka i postulantka kongolka. Pewnego dnia zachorowała Teresa Mroczek - siostra z ponad czterdziestoletnim stażem misyjnym. Trzeba było ją natychmiast odwieźć do szpitala do Bukavu – miasta odległego o 80 km, do pokonania których potrzeba trzech godzin. Objawy wskazywały na udar. Trzeba było działać szybko. Chorą do szpitala powiozła s. Stanisława Urbaś –przełożona wspólnoty. Objawy choroby na szczęście szybko się cofnęły, ale trzeba było na kilka dni pozostać w bliskości szpitala, aby zrobić powtórne badania i ustalić dalsze leczenie. Podczas ich nieobecności do maternité tj. porodówki naszego ośrodka zdrowia, w nocy, zgłosiła się kobieta na poród … czternastego dziecka. Dyżur miała położna Judyta – kongolka. Odebrała dziecko. Ale zaniepokoiło ją krwawienie poporodowe. Zbadała matkę i stwierdziła pęknięcie macicy. Potrzebna była natychmiastowa pomoc lekarska, tzn. chirurgiczna. Judyta zaczęła działać. Najpierw ściągnęła z łóżka na kolana dzieci: swojego synka i siostrzeńca by się modliły. Do modlitwy zmobilizowała cały szpital. Następnie podłączyła chorej cztery kroplówki (w szpitalu otrzymała jeszcze ich sześć i litr krwi). Zadzwoniła do szpitala po ambulans. Niestety, telefonu nikt nie odebrał. Wiedziała, że s. Stanisława z samochodem jest daleko, w Bukavu. Zadzwoniła do niej z nadzieją, że uda się jej szybciej połączyć ze szpitalem. Udało się połączyć, ale nie ze szpitalem, lecz z Chrystusem Zmartwychwstałym, bo s. Stanisława w niemożliwości udzielenia pomocy, z natarczywością modliła się o ratunek do Chrystusa Zmartwychwstałego. Podpowiedziała też Judycie, że można wziąć samochód proboszcza. Obudziły telefonem s. Jolantę, by pomagała w akcji. Okazało się, że w samochodzie parafialnym nie ma benzyny. Przyniosły ją od sióstr, wlały do baku, ale samochód nadal nie dał się uruchomić. Powód? Akumulator na zerze. Trzech mężczyzn nie dało rady popchnąć samochodu, by go zapalić. Judyta w tym czasie niezmordowanie szuka pomocy, bo czas działa na niekorzyść pacjentki. Wydzwania do znajomych kierowców mototaxi. Jest głęboka noc - godzina pierwsza. Sprawa wydaje się beznadziejna. Kobieta umrze. Judyta woła SOS gdzie się tylko da. W końcu dzwoni do dwóch naszych pielęgniarek. Jedna z nich odbiera telefon. Gdy usłyszała o co chodzi, zaczyna działać i udaje się jej z niemałym poświęceniem sprowadzić motocykl. Judyta bez zastanowienia bierze na swoje kolana chorą i jadą w nocy wyboistą drogą do szpitala odległego o piętnaście km . Noworodek zostaje z drugą pielęgniarką w szpitalu . Lekarz zawiadomiony przez s. Stanisławę czeka na chorą. Biorą ją prosto na stół operacyjny. Judyta w bluzie operacyjnej i prześcieradle asystuje przy cesarce. Zdążyli!!! Lekarz z Luhiniji, pod koniec operacji, widząc, że kobieta przeżyła, śpiewa pieśń dziękczynienia Bogu. Dodajmy szczegół: motocyklista, Judyta i chora wprost ociekali krwią. Akcja trwała do piątej rano. Motocyklista czekał na Judytę, by odwieźć ją do misji. Dojechali na szóstą rano. Judyta biegnie na porodówkę, by nakarmić noworodka dającego znaki, że jest już porządnie głodny. Jest to możliwe dzięki temu, że karmi jeszcze piersią swoje, wprawdzie już niemałe, dziecko. Przed południem zgłosiła się rodzina, by zawieźć dziecko do matki do szpitala. Akcja udała się. Bogu niech będą dzięki.

Reasumując zauważamy, że w tegorocznym wielkanocnym okresie dokonały się dwa cuda. Jeden to uzdrowienie misjonarki s. Teresy Mroczek. Udar cofnął się. Drugi cud to uratowanie życia matki i dziecka dzięki bohaterskiej postawie położnej Judyty. Ma ona na swoim koncie wiele heroicznych czynów. Trzy lata temu ratowała zagłodzonego chłopca. Rodzina go odrzuciła. Wtedy Judyta zdecydowała sie na adopcję i wzięła go do swego domu. Choroba głodowa oszpeciła jego wygląd zewnętrzny. Na początku nawet nie chodził. Opieka i leczenie widoczne były nie tylko na ciele chłopca, ale i w jego psychice. Wydawało się, że Murula, bo tak miał na imię, jest już na etapie całkowitego wyzdrowienia. Stał się bardzo ładnym chłopcem. Zaczął chodzić do szkoły podstawowej. Był najlepszym uczniem w klasie. I pewnego dnia nie wiadomo z jakich przyczyn nie obudził się z nocy. Murula zasnął snem na wieki, ale w sposób godny. Z takich epizodów składa się codzienne życie w naszej misji. Ale jak widać posługa nasza jest wspierana przez osoby, które potrafią oddawać życie po kawałku każdego dnia. Do takich należy Judyta. Pomóżcie nam wielbić Boga za wielkie rzeczy, których czyni nas świadkami.      

                                                                       Siostry Służki z Konga

 

Poniżej Judyta odwiedza swoje pacjentki już w domu. Rodzina w komplecie, łącznie z babcią. Brak dwojga najstarszych dzieci. Pracują w polu. Widać, że bieda aż piszczy, chociaż nie odbiera uśmiechu. Siostry Służki otoczą tą Rodzinę potrzebną pomocą.

Go to Top